Tak dla bezpieczeństwa kobiet. Chcemy pełnej realizacji Konwencji Stambulskiej!

Podpisy pod petycją zbiera fundacja Feminoteka. Podane informacje będą używane wyłącznie do celów związanych z petycją. Podpisując petycję zgadzasz się na przetwarzanie Twoich danych osobowych zgodnie z postanowieniami Polityki prywatności.

Bo w moim ówczesnym przekonaniu nic się nie stało. Ta sytuacja nie mieściła się w powszechnie znanej definicji gwałtu.

Nie zgłosiłam gwałtu, bo i tak by mi nie uwierzyli. Spotykałam się wtedy ze sprawcą, choć oficjalnie nie był moim partnerem. Nie zastosował na mnie przemocy, nie walczyłam, nie krzyczałam, właściwie nie stawiałam oporu. Jedynie kilka razy powtórzyłam, że nie chcę seksu. Nie posłuchał. Więc się poddałam, i żeby nie przeżywać później traumy natychmiast zracjonalizowałam sobie to co zrobił: wmówiłam sobie, że zmieniłam zdanie co do seksu z nim, że nagle naszła mnie na niego ochota. Oszukałam samą siebie. Po tym wszystkim spotkałam się z nim jeszcze kilka razy, potem kontakt się urwał. Dlaczego to zrobiłam? Czemu nie zerwałam znajomości od razu? Czemu nie poszłam na policję? Bo w moim ówczesnym przekonaniu nic się nie stało. Ta sytuacja nie mieściła się w powszechnie znanej definicji gwałtu. Nie postrzegałam siebie jako ofiary. Czułam, że wymusił na mnie zgodę na seks, ale przecież to nie był klasyczny gwałt… (?!) Dopiero po latach nagłaśniania tematu w mediach uświadomiłam sobie co się tak naprawdę wydarzyło. Ale zgłoszenie tamtej sytuacji po tak długim czasie tym bardziej nie miało sensu… Niestety racjonalizacja nie działała długo. Teraz gdy już wiem co mnie spotkało, dostrzegam objawy traumy: na słowo gwałt wzdrygam się i zamieram, od razu zalewa mnie strach i upokorzenie. Na filmach i serialach sceny gwałtu przewijam lub wyciszam i zasłaniam, bo nie jestem w stanie ich oglądać. Nie nawiązuję już relacji z mężczyznami z obawy, że sytuacja się powtórzy, poza tym na myśl o seksie z facetem skręca mnie i mdli. Większa wiedza na temat przemocy seksualnej i zmiana definicji gwałtu na pewno by mi wtedy pomogły. A tak żyję z tym już prawie 10 lat (wtedy miałam 20). Nikt nie wie co mnie spotkało. I nigdy się nie dowie, bo boję się, że reakcją będzie obwinianie mnie lub zarzucanie mi, że przesadzam, a to zaboli mnie równie mocno jak tamta sytuacja.

Paulina